SPOTKANIA Z PSYCHOANALIZĄ ORIENTACJI LACANOWSKIEJ

PSYCHOANALIZA DZISIAJ

PSYCHOANALIZA WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE

Jakie jest miejsce psychoanalizy, i dyskursu jaki wynika z jej doświadczenia, we współczesnej cywilizacji? Zaryzykujmy następujące stwierdzenie: psychoanaliza to punkt zero cywilizacji. Co to znaczy i co z tego wynika? Czytelnikom Freuda nie uszło uwadze, że od samego początku nie ufał dyskursowi religii, który stawia sobie za cel ponadludzkie znaczenie, i traktował go jako formę grupowej więzi społecznej, a przez to sublimacji. Freud postrzegał religię jako złudzenie konieczne do formowania grupy ludzkiej, w ramach której ma miejsce identyfikacja podmiotów, które ją tworzą, zebranych i skupionych wokół ideału ojca, reprezentowanego przez postać boskiej istoty, która jest pełna, całkowita, wieczna i wszechwiedząca.

Wiara w nią ma więc zapewnić wierzącemu stabilność, stałość i trwałość w życiu doczesnym. Takie credo i praxis łączyły się dla Freuda z symboliczną organizacją życia wokół rytuałów i powtórzeń, które utożsamiał z organizacją życia psychicznego i popędowego, jakie znajdujemy w strukturze nerwicy obsesyjnej.

Czy to oznacza, że nie dając większej wiary religii, Freud dawał ją nauce? Mimo usilnych prób albo dyskwalifikowania Freuda jako wierzącego w cierpienie pojedyńczego człowieka, którym kierują siły popędowe i nieświadome, o których bardzo niewiele wie, lub kwalifikowania go szczególnie w ostatnich dekadach jako „neuroanalityka”, czemu prymat wiodą Mark Solms i inni akolici nauki neurologii, Freud nie był naukowcem w klasycznym sensie. Już w 1888 roku mówi z jasnością, że nie istnieje kryterium pozwalające na odróżnienie procesów psychicznych i fizjologicznych, i że nie wszystkie procesy, które zachodzą w mózgu mają odniesienie do tego, co ma miejsce w świadomości. Jeśli jakiś koncept dominował w myśleniu Freuda przed natrafieniem i wynalezieniem „nieświadomości”, to była nim „świadomość”. Nie jest to koncept naukowy, ale filozoficzny. Mówił o nim na przykład Franz Brentano, na którego wykłady Freud uczęszczał w tamtym czasie. Chociaż na początku Freud trzymał się pewnych wymogów Wissenschaft, stworzona przez niego dyscyplina wiedzy zwana „psycho-analizą” nie pozwalała na trzymanie się kategorii naukowych. Taki domniemany i przypisywany mu zamiar od początku spalił na panewce. Nie było możliwe bowiem zredukowanie działania procesów pierwotnych i nieświadomego do formuły naukowej. W swym magnum opus o nieświadomym z 1915 roku, Freud mówi nam, że nieświadomy nie zna czasu ani sprzeczności. Z tej perspektywy, Karl Popper miał rację pisząc, że doświadczenie analizy, to znaczy doświadczenie nieświadomego, który produkuje reprezentacje sprzeczne ze sobą na różnych poziomach czasowości, sprawia, iż weryfikacja psychoanalizy przez pryzmat nauki nie jest możliwa.

Jeśli psychoanaliza nie jest więc ani religią, ani nauką to czym? Szukanie domu dla dyscypliny, która w dużej mierze w relacji do wiedzy zachowuje charakter nomadycznej, nie musi skończyć się powodzeniem. To, na co Lacan później zwrócił uwagę, poniekąd poprzez krótką, osobistą przygodę poznania Heideggera, to to, że psychoanaliza znalazła się w potrzasku ontologizacji, która postrzega rzeczy jako byty, a te jako pewne zamknięte i niepodważalne esencje, jaką każda rzecz jest jako taka sama w sobie. Filozofia Zachodu od Parmenidesa przez Arystotelesa, Scholastykę, Kanta, Husserla do Heideggera stawia wciąż na nowo to samo pytanie: czym jest byt, jaki jest jego sens i co znaczy bycie-w-świecie, o co pyta Heidegger. Psychoanaliza nie tylko nie należy do perpetum mobile tej tradycji, ale oddziela się od niej. Nie przez przypadek Lacan nazywał siebie „antyfilozofem”, mimo że zapożyczał, a nawet zawłaszczał, jak o dobrym poecie powiedział T. S. Eliott, koncepty filozoficzne. W nauczaniu Lacana stały się one znaczącymi, które wyznaczały trajektorię i kierunek w doświadczeniu podmiotu, któremu Lacan dał naczelne miejsce w polu grawitacji nieświadomego. Świadectwo jakie dał tej separacji, temu oddzieleniu się od tradycji filozoficznej, wynika z podążania śladem Freuda, dla którego Vorstellung, miejsce przedstawienia lub reprezentacji – i pionier znaczącego – nabrał nowej, niezależnej od tradycji filozoficznej, do której należy również Shopenhauer, funkcji w aparacie psychicznym.

Tym samym odbieramy świadectwo nauczania Lacana w wymiarze epistemologicznym, klinicznym, etycznym i politycznym. Psychoanaliza to przede wszystkim doświadczenie znaczącego, jakiegokolwiek znaczącego, który reprezentuje, trochę jak ambasador w innym kraju, podmiot dla innego znaczącego w strukturze symbolicznej w relacji do innych znaczących elementów. Oto klasyczna definicja lacanowskiego podmiotu. I wreszcie w ostatnim nauczaniu, Inny, będący źródłem sensu w ramach gry reprezentacji w pierwszym nauczaniu, zostaje odsunięty na bok, a priorytet Lacan daje Jednemu jako satysfakcji, Jednemu jako przeżyciu zaburzenia zasady przyjemności. Ten Jeden jouissance dominuje w kontyngentnym spotkaniu z traumatycznym nieświadomym. Jeden nie nalega już więc, w odróżnieniu od Innego, na chwytanie doświadczenia znaczącego jako spójnego w swych nomadycznych operacjach. Jeden wystarcza, jak mówi wtedy Lacan, aby uchwycić coś z relacji między językiem a ciałem, między mową a traumą. Tym samym znaczący nie tylko nie nazywa, ale również nie daje mu permanentnego schroniska, zwanego domem. Znaczący otwiera w bycie ludzkim dziurę, której strukturalnie nie można wypełnić, zaszyć lub zakryć, która naznacza punkt wyjścia dla istoty mówiącej, i z którą pracuje ona, aby móc radzić sobie z jej otwarciem. Można powiedzieć, że z jednej strony byt jest dziurą w tym, co ma sens, a z drugiej, że znaczący jako nić, z której uszyta jest wiedza, otacza i opisuje tę realną dziurę. Dziura istnienia to radykalnie nowa perspektywa.

W skutek zerwania z pewną metafizyką, Lacan może w końcu powiedzieć, że psychoanaliza nie jest ontologią, ale etyką. W ten sposób pieczętuje intymny związek pomiędzy psychiczno-libidinalnym aparatem jouissance, którego zarys znajdujemy już we freudowskim Szkicu Entwurf, a wymiarem mówiącego, czującego i wyalienowanego podmiotu, który ze znaczących otrzymanych lub wykradzionych Innemu, buduje „własną” tożsamość. Na końcu analizy identyfikacja nie należy jednak nigdzie indziej niż do nieświadomego, którego jest skutkiem i produktem. Skutkiem, gdyż dzięki Lacanowi, a po części Freudowi, środek ciężkości przyczynowości istnienia został przesunięty z miejsca domniemanej przyczyny organicznej, jak utrzymywali psychiatrzy tacy jak Clérambault, ku temu, co Lacan już wcześnie nazwał „przyczynowością psychiczną”. Podmiot to właśnie owoc pewnej gleby Innego języka i czasowości, na której powstał nie jako element semantyczny, i tak pozostając w ryzach komunikacji, ale jako element asemantyczny, czyli jouissance. Sens to nie wszystko. Nie wystarcza, aby uchwycić funkcję mowy w relacji z ciałem, w którym żyje i które pobudza. Spróbójmy to wyartykułować: nie-wszystko. Komunikacja nie tworzy języka, nie spina go w całość, co zawsze było aspiracją filozofii, ale dopuszcza, w czym leży doświadczenie zwane analitycznym, wymiar „poza-sensem”. W ramach Jednego jouissance, Jednego znaczącego, ten ostatni wymiar wybrzmiewa w momentach, kiedy podmiot w swoim gadaniu natrafia na przeszkodę i potyka się by napotkać coś niemożliwego do powiedzenia. Dlatego Lacan spędził wiele lat w ramach swego nauczania, które J.-A. Miller nazwał „ostatnim”, aby pokazać, że relacja z drugim, z istotą mówiącą to przede wszystkim spotkanie z Jednym ciała, z autystyczną jouissance, z nadmiarem, z pewnym „nie wiem o czym mówię”, „nie wiem, co mnie prowadzi w mówieniu”, w czym nie wszystko jest zrozumiałe, i czego nie da się zamknąć w całość.

To pozwoliło Lacanowi pójść dalej i powiedzieć, że psychoanaliza nie należy do dyskursu uniwersyteckiego, gdyż ten podlega dominacji wiedzy, która w doświadczeniu analitycznym stanowi dopełnienie i ułożenie w parę dwóch znaczących. Wiedza, czy chodzi o naukę, teologię, prawo, czy filozofię, zapisuje się w wymiarze całościowym i uniwersalnym. Innymi słowy, „wiedza” to związek dwóch znaczących, S1 i S2, stanowiących parę i zamkniętą całość, zatykającą lub szczelnie cerującą spotkanie z dziurą w istnieniu zwanym przez to egz-zystencją. Przyznam, że nie znalazłem do tej chwili nigdzie w nauczaniu Lacana żadnej pozytywnej uwagi wspierającej dyskurs uniwersytecki z wyjątkiem jednej – dał temu dyskursowi prawne i logiczne miejsce, pokazując jego funkcję w praktyce jako jedną z odmian więzi społecznej. Warto dodać w ramach tego zarysu, że dyskurs analityka, na którym zasadza się Lacana „teoria” dyskursów, ani doświadczenie psychoanalityczne, nie należy również do praktyk mistycznych, ani do dyskursu magii, o czym wspomina w tekście z 1966 roku „Nauka i prawda”.

Można powiedzieć, że rozebraliśmy dyskurs psychoanalizy z różnych masek i strojów, w jakie się ją ubiera. Nie chodzi o to, że na końcu król jest nagi. Boginii psychoanalizy, nie jest do oglądania, a jej nagość do rozkoszowania się, o czym przekonał się Akteon poszczuty psami Artemis. Propozycja, że pod tymi mnożącymi się warstwami uprzedzeń adresowanych do psychoanalizy, jest czysta analiza, wynika wyłącznie z doświadczenia i pozycji samego krytyka, czy chodzi o neurologa czy mitomana. Poszukiwanie nieskażonej nagości jouissance pod tym wartswami pozostaje syzyfowym wysiłkiem w dolinie fantazmatu, rodzajem fikcji, która tak długo jak sama psychoanaliza jest, jak ją nazwał Eric Laurent, "nieuleczalna", pozostaje z nią spleciona. Sam Lacan w ostatnich seminariach pozostał skrajnie krytyczny w odniesieniu do popularyzacji i upowszechnienia analizy, która w swym realnym wymiarze może pozostać tylko doświadczeniem samotności i odosobnienia. Wiara w czystość samego pragnienia, w tym przypadku pragnienia analityka, które Lacan umieścił w sercu psychoanalizy jako praktyki, czyli etyki dobrze powiedzianego, ma więc swoje miejsce i funkcję, to znaczy żadne pragnienie nie jest absolutne.

Po rozebraniu dyskursu psychoanalizy ze społecznych norm jakie służą do podporządkowania wymiarowi uniwersalnemu, co zostaje? Co jest poza tym fantazmatem? Czy jak w perwersji poza nim jest kolejny, następny fantazmat? Czy też jak w nerwicy chodzi o fantazmat czystości jakiegoś pana, przewodnika, który wskaże i poprowadzi społeczną więź ku wspólnemu, powszechnemu dobru, co ujawni wreszcie prawdziwy wymiar psychoanalizy? O jaką prawdę chodzi w tej dręczącej relacji między ciałem, które mówi, nie wiedząc o czym, a jakimś Innym, w efekcie czego istota mówiąca uzyskuje gotowość na rozpoznanie swego miejsca jako pojedyńczego doświadczenia swego osamotnienia?

Nie będąc ani nauką, ani religią, ani mistycyzmem lub magią, psychoanaliza pozostaje w punkcie zero, zawsze, choć nie ciągle, o jeden krok, o jeden minus kastracji, (-φ), przed tym, w obliczu czego każdy z nas zdaje rachunek i w imieniu czego psychoanaliza jest atakowana - pozorowany ideał. W imię czego, jeśli nie Innego ponad wszystkimi Innymi (Inny Innego), z którym każdy krytyk chce być w relacji? Ponieważ prawda absolutna nie istnieje, stawką jest odpowiedzialność za seksualność, która od początku wodzi samym doświadczeniem w spotkaniach z traumatycznym realnym pomiędzy wierszami, pomiędzy słowami. Przybliżenie tej odpowiedzialności do funkcji symbolicznej za każdym razem kiedy się z nią zderzamy stawia pytanie czy jesteśmy wystarczająco uzbrojeni w symboliczne narzędzia w celu rozbrojenia agresywności i nienawiści, jakie dominują dyskurs polityczny w życiu państwa. Czy psychoanaliza jest tym edukatorem, które wytrzebia nadmiar i resztki po ludzkich biesiadach? Czy uczy jak kochać? Do jakiej miłości może prowadzić psychoanalityczne doświadczenie? Niewątpliwie miłości nieznanej, zapomnianej, dręczącej, samotnej, jakiej towarzyszy doświadczenie analityczne. Pozostańmy przy tym pytaniu, które wydaje mi się dzisiaj kluczowe o tyle, o ile miłość wychodzi z tego punktu zero, z punktu nicości, skąd, czy to w formie odrzucenia czy zaczepienia o język, o znaczący, o pustkę nawet, unosi krzyk zwrócony ku nieznanemu przetrwaniu, gdzie może usłyszeć odpowiedź, a przynajmniej oddźwięk, któremu ta miłość staje po-słuszna, kiedy trafi nań idąc z nikąd.

© SPOTKANIA Z PSYCHOANALIZĄ ORIENTACJI LACANOWSKIEJ

obsługiwane przez WebHealer